Na blogu będą się pojawiały takie luźne przemyślenia na temat obejrzanych filmów. Wymykające się zasadom ładnego pisania, napisane tak jak w duszy gra autorowi w momencie pisania. Myśli przechodzące w słowa...
Odcinek 1: "Batman v Superman" (klaps...)
JAKIEŚ TAM DROBNE SPOILERY SIĘ ZNALAZŁY - NP. JAK KTOŚ NIE OGLĄDAŁ "BLADE RUNNERA". SĄ TACY?
Produkcji Snydera wyczekiwałem bardzo długo, bardzo bardzo długo. Konkretnie od momentu kiedy usłyszałem, że Ben Affleck został wybrany na nowego Batmana (TAK, jestem jednym z nielicznych jego fanów - bynajmniej nie zdolności aktorskich, po prostu moim zdaniem jest dobrym, ale niedocenionym aktorem). Przyznam, że nie czekałem tak nawet na nowego Bonda (rozczarowującego "Spectre") czy Gwiezdnych Wojen (bardzo, ale to bardzo zadowalającego "Przebudzenie Mocy"). Czyżby działała na mnie magia postaci Batmana? A może za bardzo przeszkadza mi już ten Marvel i potrzebuję odtrutki, swoistego antidotum? Kto tam wie...
Zwiastuny i kolejne informacje podsycały klimat i oczekiwanie. Może za bardzo, bo zwiastuny pokazały odrobinę za dużo (i nie było niespodzianki z Doomsdayem, szkoda). Nie nastawiałem się na film wszech czasów, ale mamy Batmana i Supermana w jednym filmie. Esencja zajebistości już jest. Co może pójść nie tak?
Nadszedł ten wielki dzień - przedpremiera 29 marca 2016 r. (tak, trochę późno się zabrałem za ten opis), godzina 15:30 (w sumie 15:50, jeśli dodać ok. 20 minut nikomu nie potrzebnych reklam kinowych, no może połowa - bo druga połowa to wartościowe zwiastuny filmów). Przedpremiera, bo jak dobrze wiadomo cały świat poza Polską mógł oglądać BvS parę dni wcześniej. Wiadomo, wersja z napisami (dzięki czemu uniknąłem facepalma w kinie na dubbingu podczas dialogu o starej Batmana, bo ten nastąpił dużo później podczas przeglądania internetów). Wreszcie oglądam i podczas seansu zachwyt przeplata się z rozczarowaniem. A czemu to tak? Przecież za film zabrał się Zack Snyder, twórca niezapomnianych "300". Facet lubi komiksy, to widać (bo inaczej po co by je ekranizował?). I zna się na rzeczy. W "Watchmen" bardzo dobrze poprowadził historię z wieloma bohaterami (i nie pogubił się w otrzymanym materiale). Dobrze inscenizuje sceny akcji. Potrafi zadbać o to, by kamera uchwyciła najważniejsze rzeczy. Czy więc Zack zawiódł? Trochę tak, trochę nie.
Nie podoba mi się polityka prowadzenia uniwersum DC. Wygląda ona mniej więcej tak - "Marvel istnieje już tyle lat, odnosi sukcesy, mają tyle filmów i wszystkie dobrze się sprzedają. A my? Ledwie 'Człowieka ze stali', którego jeszcze zjechała krytyka." Chyba za bardzo próbują dogonić Marvela. Bo w filmie pojawia się za dużo pobocznych bohaterów. Flash, Aquaman i Cyborg pojawiają się w tzw. "migawkach", na szybko, tak żeby ich gdzieś upchnąć. Ktoś kto nie zna tych postaci będzie się głowił kto to jest. Sam miałem problem ze zidentyfikowaniem osobnika pojawiającego się w śnie Batmana (to był sen czy już jawa? whatever!). Jest też druga strona medalu - dzięki takiemu zabiegowi, widzowie mogą zechcieć poszperać nieco w postaciach uniwersum DC. Dobre i tyle. A może nawet kogoś zachęcą do przeczytania komiksów? Jeszcze lepiej!
Jest to ewidentny wstęp do "Justice League" ("Ligi Sprawiedliwych" - tak powinno się przetłumaczyć, choć obserwując działania tłumaczy jestem nieco zaniepokojony, mam nadzieję, że nie doczekam "Federacji Prawych" czy innego "Sojuszu Moralnych"). Może nie wywalą Snydera przez te negatywne recenzje BvS, w końcu produkcja pierwszej części jest już w toku. Krytycy-debile, to nie wiadomo od dziś. Nie takie tytuły padały celem ich krytyki. "Blade Runner" swojego czasu też był niezrozumiany i niedoceniany, a potem urósł do rangi arcydzieła. Może zawiniła wersja producencka z happy endem (wersja reżyserska zawiera otwarte zakończenie - przypomina autor). A moze film był zbyt dojrzały, zbyt mroczny, nie pozbawiony trudnych pytań i ciekawych rozwiązań? Może za kilkadziesiąt lat będziemy tak samo mówić właśnie o BvS, a wady nagle zamienią się w zalety.
W recenzjach pojawiają się często zarzuty o chaotyczność i zbyt dużą ilość wątków. Poniekąd, jest to prawda, ale nie wyolbrzymiałbym tak tego. Owszem, jak wspomniałem, pojawia się dużo pobocznych postaci nie związanych z fabułą. Oglądam BvS, co ma do tego Aquaman, którego widzimy... 5 sekund? Chyba tyle. Jednak historia jest poprowadzona w miarę racjonalnie, nie odczułem tu dużego zagmatwania, ale też nikt nie prowadzi mnie tu za rączkę, mówiąc "aha, on to robi dlatego, że...". Chaosu jest tu mniej niż w 2 razy krótszym "Czy leci z nami pilot?", tylko tam był on zupełnie zamierzony.
To do czego mógłbym się przyczepić to dość słabe motywacje bohaterów. Nie wiemy np. czemu Lythor uknuł swój plan i nienawidzi Batmana. Nie zostało to nigdzie zawarte, a chętnie bym się dowiedział co Luthor rozważa w tej swojej pokręconej główce. Nie jest to minus, ale mały brak.
To o czym chciałbym już napisać (bo to ważna część) to postać BATMANA. Czemu napisałem drukowanymi? Bo BATMAN to BATMAN w pełnym tego słowa znaczeniu i musi być z dużej litery. Fakt, widzieliśmy go już produkcjach Burtona (udanych), Schumachera (jednym przeciętnym, drugim f-a-t-a-l-n-y-m - wiadomo który to ten drugi) i Nolana (bardzo dobrej trylogii). Był też film i serial z Adamem Westem w latach 60., ale to trochę inna kategoria. Tak czy inaczej, w filmie widzimy nie Batmana z tamtych filmów, tylko BATMANA - mrocznego, brutalnego, pozbawionego skrupułów. Ben Affleck to jeden z najlepszych castingowych wyborów w ostatnich latach. Trochę drewniany - fakt (choć w wielu filmach się tego wyzbywa - "Człowiek z miasta", "W pogoni za Amy", "Hollywoodland" - takie pierwsze z brzegu przykłady), był "Daredevilem" (słabym) - fakt. Ale tu daje z siebie 100%. Pasuje jak ulał. Nie tylko imponuje pod względem fizycznym i świetnie wygląda w zbroi. To też świetny Bruce Wayne - detektyw, filantrop, podrywacz (świetna scena z Dianą Prince - Wonder Woman). We wszystkich tych wydaniach Affleck jest wiarygodny. Wiem, że dużo osób nadal będzie po nim jechać, ale myślę, że nastawienie tych innych widzów trochę się zmieni. BATMAN został też wzbogacony o przepiękny, mocarny głos, wreszcie godny tej postaci (od razu widać, że charczący głos Bale'a to była pomyłka). Poza tym - BATMAN zabija. I dobrze! Wiem z wiarygodnego źródła, że w wielu komiksach było podobnie. A Snyder zbliża się właśnie do komiksów. BATMAN posiada też świetny styl walki - to jak rozprawia się z przestępcami jest po prostu znakomite. Tak - znakomite. Nie mogę się doczekać wydania z kategorią wiekową R, wzbogaconą o dodatkowe 30 minut. Pewnie dostaniemy dodatkowe, świetne ujęcia walk i pościgów. Może przy okazji sprostują też kilka niewyjaśnionych wątków. Excellent!
A mam wrażenie, że popisy BATMANA w BvS to jedynie przedsmak przed tym co zobaczymy w solowym filmie, który ma nakręcić sam Affleck. Daję duży kredyt zaufania, bo to świetny reżyser (super sceny akcji w "Mieście złodziei", a przecież Człowiek-Nietoperz to przede wszystkim akcja) i scenarzysta (scenariusz za "Buntownika z wyboru", ktoś o tym nadal pamięta? ja tak). Keaton był świetny, Bale naprawdę solidny, Kilmer znośny, a Clooney... lepiej radził sobie w "Ostrym dyżurze". Po obejrzeniu BvS odnoszę wrażenie, że Affleck ich przebił (no, od Keatona jest tylko troszkę lepszy - może zmieni się to przy solowym BATMANIE i będzie znacznie lepszy, no zobaczymy). To Mroczny Rycerz na miarę naszych czasów, coś jak Craig w roli Bonda. Wyszedł zwycięsko z powierzonego mu zadania. Ile hejterów jeszcze zostało?
Z innych plusów trzeba wymienić też zdjęcia - niektóre kadry naprawdę robią wrażenie. Muzyka Zimmera również dobrze potęguje napięcie i sprawdza się świetnie zwłaszcza w końcowych scenach. Zimmer zapowiedział, że kończy z kinem superbohaterów. Jeśli tak, to jest dobry finisz. Mocnym punktem jest też Jeremy Irons w roli Alfreda, który poziomem dosięga Michaela Caine'a z trylogii Nolana. Szkoda, że jest go tu tak mało.
Wracając ze smutkiem do minusów chciałbym zwrócić uwagę, że bohaterowie nie zawsze zachowują się racjonalnie, działają pod wpływem chwili (jak w scenie wyrzucenia włóczni). Po walce następuje przedziwny zwrot akcji (nie zdradzę jaki), który wywołuje tylko trochę mniejszy facepalm niż dubbingowa wpadka, tak dobrze znana od kilku dni (można obejrzeć na youtube). Od tego czasu film trochę się sypie, z przerywnikiem na przekozacką walkę BATMANA ze złoczyńcami, która wyrywa na chwilę z poczucia niezręczności (zaręczam, że po filmie długo będziecie myśleć o tym zwrocie akcji, może już nie z facepalmem na twarzy, ale jednak). Twórcy zastosowali też na samym końcu niezły twist fabularny.
Walka z Doomsdayem wypadła średnio, ale nie źle. Byłem na 3D, bo nie było za dużego wyboru, ale efekty towarzyszące walce były trochę zbyt oczojebne. Może jak obejrzę za parę miesięcy w tradycyjnym 2D, oczy trochę mniej ucierpią - głęboko w to wierzę.
Wracając do walki, ta scena dała przede wszystkim pole do popisu dla Wonder Woman. Najkrócej mówiąc - jestem pierwszy (albo drugi jak ktoś mnie wyprzedzi) w kolejce po bilet na solowy film o Wonder Woman (podobna sytuacja jak w przypadku solowego BATMANA, ale tu jestem pierwszy, bo nie dam się wyprzedzić). Epizod Wonder Woman jest krótki, ale zapada w pamięć. To jak walczy naprawdę może się podobać. Odnoszę wrażenie, że jest to najsilniejsza postać w całym uniwersum DC (może powinien to być film "Wonder Woman v Superman", a BATMANA zostawiliby na lepszy film, wiecie jaki mam na myśli).
O Supermanie krótko, bo nie ma za bardzo o czym pisać. Postać tę dobrze wprowadzono w "Człowieku ze stali", tu robi jedynie za tło dla BATMANA (nie znudzą mi się te drukowanie litery w przypadku tego jegomościa, zasłużył na to). Stanowi dla niego pewną przeciwwagę - ostoję dobra, który nie skrzywdziłby muchy (choć kto go tam wie?). BATMAN dla odmiany nie cofa się przed niczym w osiągnięciu celu - w tym przypadku unieszkodliwieniu kosmity, który dysponuje siłą, dzięki której może zniszczyć całą planetę (jak sam o nim mówi). Lois Lane... no jest to postać, którą prędzej czy później musi uratować Superman. Tyle.
Niezbyt podoba mi się postać Luthora, trochę przeszarżowana, na pierwszy rzut oka widać, że to świr. Lex się z tym nie kryje, nawet podczas publicznego przemówienia robi głupie grymasy i często podnosi głos. Choć kto wie, może przechodził akurat trudny okres w życiu? Żadne to tłumaczenie, ale całkiem prawdopodobne. Wszystkie te zarzuty są w sumie zasługą Eisenberga, który chyba nie wie, że nie gra już twórcy Facebooka. Przyznaję, myślałem że będzie gorzej, bo Eisenberg ma swoje dobre momenty. Ale myślę, że Snyder mógł lepiej wybrać (tak, ten sam Snyder wybrał Afflecka do wiadomo jakiej roli - to celowe ominięcie imienia by nie pisać ciągle drukowanymi).
Uniwersum DC się rozrasta - w drodze jest solowe Wonder Woman i "Legion samobójców" (ten tytuł, już czekam na oddziały rzymskie w prologu...). W "Justice League" niedługo rozpoczyna się okres zdjęciowy. A w planach wymieniony wcześniej solowy BATMAN, Flash, Aquaman i Cyborg. Jest na co czekać. Szkoda tylko że (jak już wspomniałem) wszystkie zapowiedzi zbiegły się właśnie w BvS. I są porozrzucane po całym filmie. To chyba pomysł Snydera, który wybrał właśnie taką formę zajawki. A podobno chcieli jeszcze wprowadzić tu Jokera - poziom chaosu mógłby osiągnąć nowy poziom. Niestety, Marvela nie dogoni się jednym filmem. Mimo to, czekam.
Podsumowując - dużo narzekam, a film mi się podobał. Serio. Nie jest jakiś super i rozumiem zarzuty niektórych krytyków. Ale hej, ten film jest świetną alternatywą na humorystyczne, suche żarciki filmów Marvela (oprócz Deadpoola - ten jest zajebisty, i żarty ma świetne). Nie jestem przeciwnikiem Marvela - lubię te filmy, ale są aspekty, które mniej mi się u nich podobają. Cały ten mrok i powaga BvS jest na plus. Lubię takie podejście do sprawy na poważnie. Gdyby tylko scenariusz był lepiej poukładany, a motywacje bohaterów nie tak wyjęte z (no musicie sobie sami dopowiedzieć)...
Tak czy siak, były to moje przemyślenia na temat BvS - filmu dobrego, ale z paroma znaczącymi minusami. Gdyby nie wątek BATMANA, który uratował film, byłoby dużo gorzej. Daję 7/10, bo mimo narzekania film dostarczył mi dużej porcji rozrywki. I chcę do niego powrócić, tym razem w rozszerzonej wersji na blu rayu. Jeszcze tylko 3 miesiące!
Tak czy inaczej, na kolana przed nowym BATMANEM!